Od czasu do czasu są osoby, które dziwią się, dlaczego biorę np. 1000 zł za godzinną prelekcję. Przecież to zdzierstwo w biały dzień, prawda?Wiem ile ja muszę zrobić, żeby dostać np. 1000 zł za godzinę prelekcji.
Jeśli w Warszawie – spoko. Dojazdy kilkadziesiąt złotych. Poza Warszawą to dla mnie koszt zwykle 100-300 zł. I w zależności od odległości – czasem do godziny, czasem 3 w jedną stronę. Czyli łącznie 7 godzin „pracy”. Jasne, w pociągu mogę porobić inne rzeczy, ale wiadomo, że bez szału.
Jeśli mam godzinną prelekcję i blisko – to zajmuje mi to łącznie +/-dwie-dwie i pół godziny (20 min dojazd, muszę być chwilę wcześniej, zostanę chwilę dłużej (patrz niżej) itd.). Ale przecież muszę jeszcze zrobić prezentację i przygotować się. To, powiedzmy, kolejna godzina- półtorej.
czyli już nie 1000 zł za 60 min, tylko ok. 240. W tym czasie nie zrobię innej pracy. To już pół dniówki. Jasne, nadal 1000 zł za pół dnia, a nie 1/3 miesiąca.
Poza tym prelekcje godzinne zwykle nie kończą się po godzinie. Bo jeszcze pytania. A tu selfie, a tu coś tam. Jasne, to miłe, to promocja, ale to też jest mój czas, który muszę w tą stawkę wliczyć.
To, że ktoś chce mnie zaprosić na prelekcję, to praca 13 lat. Dwie książki. Ileś przerobionych kejsów, klientów itd. To długie godziny szkolenia się i uczenia. Konkursy, w których biorę udział i praca, którą robiłam za darmo, żeby wyrobić sobie nazwisko.
Jak to wycenić?
To czasem kwestia tego, że odmówię komuś innemu. Albo rodzinie, bo jeśli mam np. godzinę wieczorem, to może nie uda mi się złapać pociągu powrotnego i muszę zostać na noc. Za którą pewnie sobie sama zapłacę.
Czyli nie 1000, tylko ok. 950 (jeśli w Warszawie), a do tego podatek, to już ok 800, nie za godzinę, tylko za pół dnia i do tego 13 lat pracy i szkolenia się i budowania marki osobistej.
Ok. 200 zł za godzinę na rękę, to niewiele więcej niż niektóre nauki języków czy psychiatrzy (przynajmniej w Warszawie). Tylko tam są zajęcia 1:1, które są powtarzalne np. co tydzień/miesiąc, a ja mam prelekcję, pewnie jednorazową np. na 100 osób. O zużyciu głosu (inaczej się rozmawia, inaczej przemawia do sali ludzi), stresie, dźwiganiu sprzętu itd. nawet nie wspomnę.

Ale hej, to 1000 zł za godzinę, prawda?